Jak pomagać we współczesnym świecie?

Istnieje bardzo silny związek między przestrzenią kultury a pomaganiem. Współczesny terapeuta i jego pacjent działają w przenikających się systemach wartości i znaczeń. Prof. Bogdan de Barbaro mówi o zjawisku „psychoterapeutyzacji” kultury. Tematy z obszarów społecznych i politycznych trafiają do rozmów psychologicznych. A nasi klienci – uczestnicy projektu – czują się w tym świecie często zagubieni.
Według Miltona H. Ericksona  „Życie nie jest tak proste jak autostrada”. A Ojciec Leon z Tyńca zwykł mówić, że „życie jest jak haftowana chusteczka, z przodu ładna, a z tyłu pętelki”.
Cytowany przeze mnie powyżej prof. Bogdan de Barbaro stawia pięć tez, które moim zdaniem oddają istotę rzeczywistości: 

Teza pierwsza: rzeczywistość jest wielowersyjna co oznacza, że każdy ma swoją prawdę, która jest tylko interpretacją czyli pewną subiektywną wersją świata;
Teza druga: konflikty są czymś naturalnym i wynikają ze skomplikowanej rzeczywistości;
Teza trzecia: zrozumieć świat można nie tylko patrząc przyczynowo-skutkowo, ale też szukając przyczynowości cyrkularnej;
Teza czwarta: Inny nie musi być obcy;
Teza piąta: warto mieć w sobie przestrzeń do szukania prawdy, ale… ma to swoje konsekwencje.

         Mowa noblowska Olgi Tokarczuk to dla mnie manifest współczesnego człowieka: zagubionego, samotnego, szukającego wartości, które nadadzą sens jego życiu.
„Świat – mówi nasza Noblistka – jest tkaniną, którą przędziemy codziennie na wielkich krosnach informacji, dyskusji, filmów, książek, plotek, anegdot. Dziś zasięg pracy tych krosien jest ogromny – za sprawą Internetu prawie każdy może brać udział w tym procesie, odpowiedzialnie i nieodpowiedzialnie, z miłością i nienawiścią, ku dobru i ku złu, dla życia i dla śmierci. (…) To, jak myślimy o świecie i – co chyba ważniejsze – jak o nim opowiadamy, ma więc olbrzymie znaczenie. Coś, co się wydarza, a nie zostaje opowiedziane, przestaje istnieć i umiera. Wiedzą o tym bardzo dobrze nie tylko historycy, ale także (a może przede wszystkim) wszelkiej maści politycy i tyrani. Ten, kto ma i snuje opowieść – rządzi.”
        W kulturze zachodniej okresu średniowiecza prawdą były zasady teocentryczne narzucone przez instytucje kościoła. Ci, którzy sprzeciwiali się takim założeniom, byli karani śmiercią. Człowiek był tylko instrumentem w rękach kościoła. Wszelkie przejawy niezależności były tłumione. Giordano Bruno czy Joanna d’Arc spłonęli na stosie.
         Potem przyszedł renesans z zachwytem człowiekiem i cywilizacją. Prawdą było to co człowiek skonstruował siłą swojego umysłu. Istota ludzka stała się centrum wszelkiego bytu.
        Ostatnie 200 lat w kulturze zachodniej przyniosło jednak rozczarowanie cywilizacją. Dwie wojny światowe, zimna wojna, gwałtowny wzrost techno-logii komunikacyjnych i środków masowego przekazu, rozwój internetu i globalizacja doprowadziły do utraty złudzeń i rozczarowania pojęciem historycznego postępu opartego na racjonalności.
         I zacytuję znów Olgę Tokarczuk: ” Masowe media prezentują zjawiska z różnej perspektywy, generując w ten sposób zamęt w obrazach i treściach, które nasyca życie społeczne i osobiste. (…) Wiedza jest więc generowana na podstawie różnych opinii i z różnej perspektywy. Okazało się, że nie jesteśmy w stanie unieść tego ogromu informacji, która zamiast jednoczyć, uogólniać i uwalniać – różnicuje, dzieli, zamyka w bańkach, tworzy wielość opowieści nieprzystających do siebie albo wręcz wrogich sobie, antagonizujących.”
         Czymże jest PRAWDA? To pytanie, które coraz częściej zadajemy sobie wzajemnie. Czy istnieje coś takiego jak prawda? 
         Niewątpliwie poszukiwanie prawdy jest pewną drogą. Jak mówi buddyjskie powiedzenie: „nie ma drogi do szczęścia, to szczęście jest drogą”. Szukajmy więc własnej drogi, myślmy samodzielnie i nie poddawajmy się zgubnemu dogmatyzmowi. Banalne i szybkie odpowiedzi nie istnieją.
         Zwłaszcza w sprawach dotyczących uczuć, relacji międzyludzkich, całego obszaru subiektywności warto zachować stan niepewności i zaciekawienia. Może czasem warto zgodzić się na stan niewiedzenia? 
         W 2010 w Muzem Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku jedna z największych współczesnych artystek Marina Abramovic przygotowała performance. Przez 3 miesiące dzieliła ze zwiedzającymi minutę, która była zatrzymaniem. Przeżywała tę jedną chwilę z osobą, która siadała na przeciwko. Kiedy planowała tę wystawę dyrektor MOMA powiedział: „Marina, będziesz siedziała sama, To jest Nowy York. Tutaj nikt nie ma czasu.” Było inaczej. Ludzie czekali godzinami, by przez chwilę dzielić uwagę z artystką. Było dużo łez i emocji. Zachęcam Was do obejrzenia tego filmu na youtube.
   
         W sytuacji kiedy prawda jest względna, najważniejsze jest doświadczenie bliskości z drugim człowiekiem. Już nie komunikacja na styku rządów czy organizacji, tylko w relacji człowiek-człowiek.
        Moja przyjaciółka ma męża Niemca. Jej ciocia mówi, że nie lubi Niemców, ale Mathiasa tak, bo to nasz Niemiec. Matthias nie ma w sobie kropli polskiej krwi, ale został po prostu zdefiniowany jako swój.
           W czasach kiedy wiele instytucji nas zawodzi może trzeba zejść do poziomu kontaktów indywidualnych i z tego czerpać siłę?
        Otwórzmy się na ludzi, bo jak mówi Olga Tokarczuk: „Nie zauważamy, że świat staje się zbiorem rzeczy i wydarzeń, martwą przestrzenią, w której poruszamy się samotni i zagubieni, miotani czyimiś decyzjami, zniewoleni niezrozumiałym fatum, poczuciem bycia igraszką wielkich sił historii czy przypadku”.

W artykule inspirowałam się książką „Ponowoczesne modele pomagania” pod redakcją Anny Gulczyńskiej i Igora Rotberga oraz mową noblowską Olgi Tokarczuk

 Fot.: Jaroslav Šmahel